Etykiety I labologia

Czy nie mamy czasem tak, że podczas wyrzucania jakichś produktów do kosza, oczywiście odpowiednio je segregując, myślimy sobie O! Fajne etykiety. Otóż jest na świecie grupa ludzi, którzy w tym momencie używając specjalistycznych urządzeń, ewentualnie swoich paznokci zrywają etykiety, które im się spodobają i umieszczają je w przygotowanym na taką okazję miejscu. Labologia, bo tak nazywa się to hobby, jest stosunkowo młodym zjawiskiem. Największym, chociaż z pewnością nie jedynym, dostawcą kolekcjonerskich etykiet jest branża piwna. Najstarsze polskie etykiety weszły do obiegu pod koniec dziewiętnastego wieku, zdobiąc butelki browaru Stanisława Wysockiego. Trzydzieści lat później kolekcjonerzy piali z zachwytu, gdy dowiedzieli się, że rusza masowa produkcja gładkich butelek; dla nich oznaczało to błyskawiczny rozwój etykietowego światka. W latach pięćdziesiątych ograniczono wydawanie etykiet do trzech różnych wzorów, co na kilka lat wstrzymało rozwój wielu kolekcji. Jednak nie samym piwem kolekcjoner żyje. W Polsce istnieje kolekcja etykiet z serów wytwarzanych właśnie w naszym kraju. Zbieraczowi udało się skolekcjonować ponad trzy tysiące naklejek, zbierając je ponad trzydzieści lat. Jak widać nie tylko sportem, czy pracą można być pochłoniętym bez reszty. Kolekcjonowaniu etykiet również można poświęcić życie. Kształt etykiet jest prawdopodobnie najbardziej nieregularny ze wszystkich zbieranych przedmiotów świata. Oczywiście, te na butelkach pełnych piwa są do siebie zbliżone, ale zestawiając ze sobą naklejkę z piwa, z naklejką z topionego serka, a tę z kolei z etykietą z jogurtu, będziemy mieli zagadkę w stylu znajdź dziesięć różnic, z tym, że naszym zadaniem byłoby szukanie podobieństw, a jedynym co łączy ze sobą te etykiety jest klej na odwrocie. Jeśli będziemy bardzo dokładni, to wymienimy również nazwę.

Kolekcjonerzy etykiet mają stosunkowo łatwiejsze zadanie niż, przykładowo kolekcjonerzy monet. Ci pierwsi na każdym kroku mogą spotkać ciekawy okaz, który będzie idealnie pasował do ich kolekcji. W spożywczaku – etykiety, w monopolowym – etykiety. Zbieracz ozdobnych naklejek nie musi polować na swoje skarby na aukcjach internetowych, chociaż gdy chce dostać w swoje ręce jakiś jeden konkretny okaz, na pewno może to zrobić.

Jedną z największych polskich kolekcji etykiet posiada mieszkaniec Gdańska. Pan Wiktor od dwudziestu lat zbiera opakowania po zapałkach. Chyba piwo zostało pokonane przez inny nałóg. Ten zbieracz posiada w swojej kolekcji aż dwadzieścia tysięcy sztuk zapałczanych etykiet, co daje średnią roczną w okolicy tysiąca opakowań na rok. To aż trzy sztuki dziennie! Na opakowaniach można znaleźć, na przykład, komunikaty społeczne (zalecenie aby nie spalać makulatury), czy też po prostu reklamy. Mogłoby się wydawać, że na etykietach nie można znaleźć niczego wartościowego (w obecnych czasach nie mija się to z prawdą), jednak pozostając przy przykładzie zapałek – w kolekcji Gdańszczanina znajdują się niezliczone ilości opakowań upamiętniających ważne wydarzenia historyczne, jak zabory czy drugą wojnę światową.